
Sama chciałabym wiedziec jaki w tym wszystkim cel, ale, żeby umiec to sprecyzowac musiałabym wiedziec czego chce, a tego niestety nie wiem. Najlepsze pomysły przychodzą do mnie zupełnie niezależnie, robią to całkiem same, kiedy chcą i jak chcą. Zwykle kiedy leże. Jednak nie chodzi tutaj o leżenie jako takie, raczej o leżenie z serii ''układam sie do snu''. Właśnie wtedy moją pustą głowe przeszywa nagły błysk olśnienia. Nigdy nie wiem, jak powinnam owe pomysły ugościc, nie wiem czy mam sie cieszyc czy raczej płakac, bo sprawa, mimo ze wydaje sie prosta i oczywista, w rzeczywistości jest zawiłą zawiłością. Otóż: z jednej strony- zwykle jest to strona jednego z policzków, czasem tył głowy, kusi mnie miękka, pachnąca poduszka, a z drugiej...z drugiej natchnione wizje. Poduszka wygrywa znacznie częsciej. Ryzyko zapisania myśli, które w mojej głowie wydają sie tak błyskotliwe, genialne i piękne, jakby otaczała je boska poświata, polega na tym, że rano okazują zupełną bzdurą.
Jeszcze wczoraj, gdy zasypiałam miałam pomysł i wiedziałam co bedzie t u.
Przykro mi, poduszka wygrała.